na wściekłość jednym z najlepszych sposobów jest mocna muzyka i wino. od dzisiaj dobrze to wiem. od wczoraj mam krótkie napady złości, jest we mnie zbyt wiele emocji, i niestety nerwów. cholernych nerwów. nerwów, że nie mam przy sobie książki (dacie wiarę? ale tak już mam, że niektóre rzeczy muszę mieć ZAWSZE przy sobie), że źle napiszę próbny test z niemieckiego, na którym mi zależy. FUCK IT! przecież znana jestem,lub byłam z tego, ze ogólnie mało rzeczy mnie przejmuje i bardzo często słyszałam od ludzi: : "chciałabym być taka jak ty, i niczym się nie przejmować" co się dzieje?! nie wiem. ale wierzę że to chwilowa słabość, i jeszcze dzisiaj powrócę do stanu prawie całkowitej niezależności.
na szczęście nie jest tak źle. przed sobą mam teraz dużo obiecujących dni. od dzisiaj do 14 kwietnia wszystkie będą spędzone z moim przyjacielem z londynu - kochanym maksem, curtem, magdą, alą, asią, gosią, olkiem, jull, i wreszcie moją fredliną. dzień później koncert cool kids of death. fuck yeah! i kieruję do ciebie wielką prośbę moja ag, chodź tam ze mną :*
to na tyle, uciekam do biologii żeby mieć święty spokój i od razu po spadam na morenę na pierwsze z wielu spotkań z mcmaagojf. have fun!
utwory,które miałam dzisiaj w głośnikach w najgorszych momentach:
tenacious d - beelzeboss (the final showdown)
soulfly - jump da fuck up
the vines - fuck the world
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
tenacious d, matko kocham tą piosenkę, jest taka wixowo-ephatowa !
OdpowiedzUsuńa the vines to Ty mnie zaraziłaś.
ej maj lityl low baaaardzo chcę iść z Tobą na jakikolwiek koncert, więc dlaczego nie.
oh oh, bardzo się cieszę, że w końcu nadrobimy czas i zobaczę Ciebie i Maxa ! ohoh, oby do jutra ! ;**